30.

← PoprzedniSpis treści | Następny →

Ale obudziłaś się trochę po piątej na korytarzu, a Mandalay okrywała cię kołdrą. Pixie-bob śmiała się kilka metrów dalej.

– Czy znowu przeszłam z pokoju? – spytałaś ich.

Pixie-bob dalej chichotała.

– Tak, Mandalay była przestraszona, gdy stanęłaś nad nią, jak siedziała w fotelu i nagle powiedziałaś "Onee-chan, która godzina?"

– Ej! Nie codziennie widzi się kogoś z takimi strasznymi oczami! Poza tym byłam młodszą siostrą! Nikt do mnie wcześniej nie mówił "onee-chan"! – Mandalay posłała zabójcze spojrzenie w stronę Pixie-bob i zdawała się najeżyć. Wyprostowała się.

– Nie sycz na mnie, miau! – Ogon Pixie-bob zaczął machać na prawo i lewo.

Podniosłaś się i przeszłaś do pokoju, by się przygotować.

Po śniadaniu wszyscy zaczęli się zbierać na dalsze ćwiczenia. Ashido wyglądała na prawie martwą.

Rozłożyłaś baner i zaczęłaś się z nim rozgrzewać.

Aizawa zrobił wywód o tym, że należy się doskonalić i żeby nie zapominać, skąd się wyszło.

A wyszło z tego, że... Nie wiem, czy to jeszcze zauroczenie, czy już zakochanie... Ale chcę spędzać czas z Micem. No i pomagać ludziom. Przyjemne z pożytecznym.

Skupiłaś się i oddaliłaś baner, unosząc go naprawdę wysoko.

Dla Mica. PLUS ULTRA!

Ta sama Pixie-bob, która śmiała się z twojego porannego lunatynkowania, ogłosiła wieczorny test odwagi po trzech ciężkich dniach pracy.

Nie wierzę, że cokolwiek mogłoby być straszniejszego od chmary owadów. Idę.

Cały dzień walczyłaś sama ze sobą, zmęczona nie do końca przespaną nocą. Biegałaś dookoła, machałaś transparentem przed wszystkimi, oddalałaś go.

W końcu postanowiłaś sprawdzić, czy jesteś w stanie utworzyć same aglety.

Zrobiłaś kilka. Postarałaś to jednak ćwiczyć z dala od innych.

W końcu miałaś ich pełno. Przypominało to śnieg albo grad.

Zostawiłaś to miejsce w spokoju i poszłaś dalej.

Ćwiczyłaś dalej, nie przeszkadzając nikomu.

Wieczorem przy gotowaniu oparzyłaś się, dotykając garnczka. Natychmiast znowu podbiegły do ciebie osoby, które zaoferowały pomoc, jednak powiedziałaś im, że nic się nie stało.

Po kolacji znowu miałaś złe przeczucia. Nie potrafiłaś ich wyjaśnić. Zdawało ci się, że dotąd spokojne popołudnie było tylko ciszą przed nadchodzącą burzą.

Były wyjaśniane zasady. Co trzy minuty grupa miała wyruszać, w połowie drogi odebrać swoją kartkę i wrócić. I przy okazji nie przestraszyć się klasy równoległej. Wygrywa klasa, która bardziej przestraszy drugą.

Klasa podzieliła się w pary, jednak było nierówno z osobami. Pary były losowane.

– Jeśli jest dwadzieścia osób w klasie, a pięć z nich poszło na zajęcia dodatkowe, to... – Izuku zaczął mamrotać i pokazywać na kolejne pary. – Drużyna pierwsza, – pokazał na Tokoyamiego i Shoujiego – druga, – Sero i Todorokiego – trzecia, – Hagakure i przerażoną Jirou – czwarta, – pozującego Aoyamę i Yaoyorozu – piąta, – Asui i Urarakę – szósta, – ciebie i Ojiro, przybijających sobie właśnie piątkę, – siódma, – Iidę i Koudę – ós-, czekaj, jeszcze raz. – Powtórzył wszystko. – Skoro pięciu poszło na lekcje... Pierwsza, druga, trzecia, czwarta, piąta, szósta, siódma, ósma. Jedna osoba jest bez pary.

Zaśmiałaś się pod nosem z powodu kryzysu Izuku.

– Ciągnęliśmy losy, musiało na kogoś paść. – Ojiro próbował uspokoić Izuku, a ty zwijałaś się ze śmiechu.

Od razu wyruszyli Tokoyami i Shouji. Może inni to przeoczyli, ale ty widziałaś, jak Tokoyami łapie Shoujiego za rękę.

Piętnaście minut później wyruszyłaś z Ojiro, który się skulił trochę za tobą.

Umilałaś czas rozmową. Wszystkie straszaki odstraszałaś swoim śmiechem z sytuacji. Wrzeszczałaś jedynie z powodu wszechobecnych owadów, które pełzały, latały w powietrzu i próbowały ci siąść na skórze. W końcu Ojiro coś poczuł w powietrzu, jakby dym. Od razu utworzyłaś dwie prowizoryczne maski ochronne i uzbroiliście się.

Klasa B wyglądała na zaniepokojoną.

Przygotowaliście się z Ojiro do walki.

MIAŁAM DOBRZE TE PRZECZUCIA! CZEMU JE STŁUMIŁAM!

Zatrzęsła się pod wami ziemia. Natychmiast przeszliście kilka kroków do przodu.

– Wracają wspomnienia z egzaminu… – Ojiro wymamrotał. – Umiesz się szybko poruszać, biec, cokolwiek?

– Tylko za pomocą sznurówek. Dopiero jedliśmy kolację, mam dużo energii.

– Okej. Mogłabyś nas proszę przenieść w stronę Uraraki i Tsu? Poinformujemy je.

– Okej. Ragdoll jest w połowie trasy, a cała zabawa miała trwać około dwóch i pół godziny? – Tak. – Sto pięćdziesiąt minut na dwie klasy, minus dwadzieścia minut na organizację pomiędzy… – Zaczęłaś robić rachunek.

– Oblicz x. – usłyszałaś z drzewa znajomy głos. Nie mogłaś mu jedynie przypisać twarzy. Ojiro drgnął i spojrzał w tamtą stronę. Nic tam nie było. Wyrzuciłaś aglet w tamtą stronę. Spadł ci pod stopami, a w liściach coś uciekło.

– Nieco ponad godzinę. Tokoyami i Shouji jeszcze nie mogli dotrzeć, jesteśmy tu od gdzieś trzech, czterech minut.– Dokończyłaś.

– W końcu wyruszyli tylko kwadrans przed nami…

Szliście cicho. Ziemia znowu zawibrowała. Utworzyłaś sznurówki i złapałaś w nie Ojiro, zrobiłaś coś umożliwiającego latanie was i przemieściliście się w stronę Uraraki i Asui, po drodze łowiąc kilkoro uczniów z klasy B. Dałaś im grubą linę, by się nie pogubili i coś w stylu noszy. Ojiro złapał się ciebie, a ty przelatywałaś między drzewami, starając się go nie zgubić.

– Tsuyu i Uraraka są na dole! – Ojiro poinformował cię, a ty szybko zniżyłaś "lot" i zatrzymałaś się tuż za nimi.

– Hej. – Przywitałaś się, a Uraraka pisnęła. Asui ścisnęła jej dłoń mocniej.

– Nie ma co się bać, Ochako. To tylko Mashirao i [T.I]. – Tsuyu zakumkała.

– Ktoś zaatakował nasz obóz. Jest zadymione wszędzie, gdzieś musi być pożar.

Usłyszeliście huk. Asui i Uraraka przysunęły się do siebie. Starałaś się jak najdokładniej patrzeć na około.

W liściach coś poruszyło się. Rzuciłaś agletem. Odbił się od czegoś i spadł dalej, niż by na to wszystko wskazywało.

Rzuciłaś kolejny, tym razem odbił się w stronę głowy Asui. Ojiro złapał go w locie.

– Ktoś tam siedzi. Natychmiast to, co siedziało w koronie drzewa, uciekło w popłochu. Zapadła przejmująca cisza. Koło ciebie przeleciała mucha. Wrzasnęłaś. Nocne ptaki odleciały z pobliskich gałęzi. Rozległo się pohukiwanie sowy.

– Boję się. – skomentował Ojiro. – To nie jest normalne.

– W sumie, to miał być test odwagi. Do tej pory trafiliśmy na muchę, przerażoną klasę B, trzęsienie ziemi i "Oblicz x". Oprócz tej muchy nie ma nic strasznego. – Położyłaś dłonie na tyle głowy.

– Że co? – spytała cię Uraraka. – Boję się wszelkiego rodzaju owadów i drobnych rzeczy, które je przypominają. Zapadła cisza. Po chwili rozpoczęły się odgłosy walki przed wami.

Ziemia pod wami zatrzęsła się.

Zatrzymaliście się, mimo że instynkt kazał wam wiać stamtąd, co sił w nogach.

Tak jak przy tym poruszeniu ziemi na początku obozu, wbiłaś sznurówki głęboko w ziemię, by się nie przewrócić. Przywiązałaś do wszystkich linę, by się nie zgubić.

– [T.I]-chan, to na pewno dobry pomysł, żeby się zatrzymywać? – Asui spytała cię.

– Najlepszy. Z tego, co widziałam, ten, kto je robi, nie robi wyrw w ziemi.

Poczuliście dreszcz i uniosło się nad wami różowe światło.

Telepatia Mandalay.

Natychmiast się uciszyliście.

– Słuchajcie! Zaatakowała nas dwójka złoczyńców. Możliwe, że jest ich więcej! Niech wszyscy udają się do ośrodka! Nawet, jeśli napotkacie wroga, starajcie się go ominąć! 

– Jest ich więcej. Szkoda, że nie możemy tego przekazać.

– Ej... Niefajnie jest mnie tak ignorować, dzieciaki... – Zachrypnięty mężczyzna z białymi włosami wyszedł spomiędzy drzew.

– Hę? – Uraraka podskoczyła w miejscu.

– Jestem Quiver. A wy jesteście przyszłymi pro... Stain by was znienawidził. Takie fałszywki, które są w tym tylko po to, by mieć własny zysk. Nie chcecie zostać bohaterami z czystej potrzeby serca, by pomagać, tylko dla samych siebie, by niszczyć życie innych. Oj, jak bardzo Stain nie lubi samolubnych samozwańców, którzy tylko chcą pieniędzy i sła-

Odpięłaś się od reszty i uderzyłaś wyższego mężczyznę w brzuch, gardło i kopnęłaś go w klejnoty rodzinne. Zwinął się z jękiem.

– Zastanów się, zanim coś powiesz. Pieniądze? Bez nich się nie da przeżyć w tych czasach. W bohaterstwie chodzi o to, że się ryzykuje życiem za takich ludzi jak ty. Nie znasz drogi, jaką przeszedł każdy z nas. – Wykrzyczałaś mu w twarz.

– Ale... Stain...

– Stain miał częściowo rację. Tylko jego metody były złe. – nachyliłaś się nad nim.

Upuściłaś tego człowieka na ziemię.

– Cofamy się czy idziemy dalej? – spytałaś ich, związując ręce Quivera za jego plecami za pomocą taśmy klejącej. – I jakby co, to było w samoobronie. On użył zdolności pierwszy.

– To było niezwykłe, [T.I]-chan. Takiego czegoś spodziewałabym się bardziej po Izuku-chan. – Tsuyu uśmiechnęła się.

– Zainspirowałam się jego stylem.

– Może udzielę ci kilku lekcji samoobrony, jak wrócimy, no wiesz, żebyś mogła sobie jeszcze lepiej poradzić z kimś takim? Widziałem błąd techniczny. – Ojiro spytał cię.

– Na razie spasuję.

– Idziemy dalej, czy zawracamy? – spytał się Uraraki Ojiro.

– Idziemy. – Uraraka kiwnęła głową. Z krzaków wyskoczyła postać z dwoma koczkami.

– A dokąd to? – Czarna maska zasłaniała twarz blondynki.

– To ty się prałaś z tym ognistym wtedy w tej alejce! – Pokazałaś na nią palcem.

– Co to ma znaczyć, takie wyskakiwanie z krzaków? Kim jesteś? – Asui spytała blondynki. Ojiro ustawił się do obrony.

– Toga, moja kochana! Ale jesteście słodziuchni! Uraraka, Asui, [T.I] i Mashirao.

– Skąd znasz moje imię? – Ojiro drgnął.

– Mały ptaszek mi kiedyś powiedział...

– Co tutaj, do stu piorunów, robisz? – Spytałaś jej.

– Ja tu jestem tylko z was wyciągnąć całą krew. – Toga ruszyła z nożem na Urarakę. Nie zdążyłaś jej złapać, gdy przemknęła obok ciebie. Na ręce Uraraki pojawiła się rana. – Płytko. Mało krwi. – Toga przyjrzała się nożowi.

Poczuliście dreszcz.

– "Do wszystkich uczniów obydwu klas! W imieniu pro bohatera, Eraserheada, zezwalam wam na podjęcie walki! Nie dajcie się zabić!"

– To, to ja rozumiem. – Uśmiechnęłaś się i utworzyłaś sznurówki.


– Odkryliśmy jeden z celów złoczyńców. To jedna z uczennic, niejaka [T.I]! Dlatego uczennica ta powinien próbować unikać walki i działania w pojedynkę!

– Co, będziecie tutaj czekać?  – Toga zniecierpliwiła się. – Tsk, tyle krwi nie wystarczy. Normalnie wyssałabym resztę ustami bezpośrednio z rany, jednak to urządzenie zrobi to bezpośrednio za mnie, gdy tylko wetknę je w cel, więc pójdzie o wiele szybciej. No to, do robo-

Złapałaś sznurówką rękę atakującej.

– Dokąd to?

– A, jesteś taka urocza... Jeszcze piękniej wyglądałabyś w czerwieni, [T.I]-chaan~

Puściłaś ją.

– Tak właściwie, to mam przy sobie fiolkę krwi twojej [I.P]! Przepięknie wyglądała w czerwieni! Zdawała się ciebie kochać całym sercem, [T.I]-chan! – Wyciągnęła z torebki krew w fiolce i szybko wypiła. Parę kropel spłynęło jej po brodzie. – Dobra. Właściwie najlepsza, jaką piłam, tylko mało słodka i strasznie gęsta. [I.P]-chaan, zaniedbujesz się. Miałaś być moim stałym źródłem. A teraz może spróbuję twojej? Może uda mi się utworzyć wygląd idealnie pomiędzy? [I.P] by pewnie chciała to zobaczyć. Nawet nie wiecie, jak ją kocham! Was też! Skoro ona was kocha, to czemu ja miałabym nie?!

Drasnęła cię nożem. Spłynęło trochę krwi. Podczas oblizywania jej jednak, Toga się zakrztusiła.

Wypluła to, co miała w ustach na ziemię.

– Co to ma znaczyć? Jak się tak można zaniedbać? – Toga z wyrzutem spojrzała na ciebie. – Gorzkie! Niedobre!

– Było nie pić. – Wzruszyłaś ramionami, opatrując ranę.

– Teraz ty, Uraraka-chan. Jaką masz krew?

Toga wstała i rzuciła się na Urarakę, która wytrąciła jej nóż i powaliła ją na ziemię.

– Gotującą się, bo jestem na ciebie wściekła, Toga. – Uraraka niemal wgniotła twarz przeciwniczki w ziemię. Ojiro i Tsuyu uciekli, by dołączyć do reszty.

– Uraraka, ty też jesteś urocza! obydwie pchniecie tak samo, jak ja, jednak ty jesteś wyraźniejsza. Jesteście zakochane w kimś, nie?

Uraraka zdziwiła się.

– I obydwie chcecie być jak oni, nie?

– O czym ty solisz? – Spytałaś się jej.

– Takie rzeczy się wie. Wszystkie jesteśmy kobietami. – Toga uśmiechnęła się szeroko. – Chcemy być jak osoba, którą darzymy uczuciem, prawda? – Uśmiech Togi zmieniał się w koszmarny. – To zupełnie normalne. Aż w końcu zaczynasz się ubierać jak ukochany, potem już nawet to przestaje wystarczać. Podbiera się tej osobie przedmioty, prosi o napisanie czegoś, a potem robienie sobie zacięć tą kartką, by olej ze skóry wszedł do krwiobiegu. Chce się być jak najbliżej. Za wszelką cenę. Chce się stać tą osobą. Nic się na to nie da poradzić! Jaka jest osoba, którą darzysz uczuciem? Bo ja kocham solidnie poobijane i pachnące krwią! Dlatego zawsze kończy się na ciachanku! Dobrze się bawisz, Uraraka? Czasami warto jest porozmawiać o swoich uczuciach! – Wbiła Urarace igłę w nogę.

Zdawało ci się, że temperatura wokół wzrosła o kilka stopni. Nabrałaś powietrza w płuca. Złapałaś sznurówką za nóż i przyciągnęłaś go do siebie.

– Może i nie umiem się tym posługiwać, w przeciwieństwie do Katska, ale nadal mogę coś zrobić. – Złapałaś go w rękę i przecięłaś przewód, którym płynęła krew Uraraki. Z twojej prawej ręki wystrzelił opatrunek dla przyszłej bohaterki. Z lewej sznurek, który owinął się dookoła Togi, unieruchamiając ją. Poruszyłaś też paskami od sprzętu, aż spadł jej z pleców i odleciał. Uraraka zeskoczyła z Togi.

Blondynka miała rumieńce na twarzy.

– Musimy iść za Ojiro. – powiedziałaś. Przypięłaś Togę do ziemi.

– Tak właściwie, to nie musicie, kum kum. – Tsuyu przyszła do was.

– Shouji, co z Tokoyamim? – spytałaś wielorękiego.

– Zaatakował nas gościu od trzęsień ziemi i uspokaja Dark Shadowa.

– Tsk, mogłam go mocniej związać. – Odwróciłaś wzrok.

– Ej, ja jestem tutaj! – Toga zaczęła się wiercić.

– Właśnie, przesyłka do Eraserheada. – pokazałaś na nią. – Izuku, jak myślisz, znajdzie się tam miejsce jeszcze dla zneutralizowanej Togi?

– Myślę, że tylko jeśli Shouji użyje dwóch kolejnych rąk. Nie chcę być z nią w jednym kokonie.

– Nie muszę. – Wydłużył te, którymi trzymał Izuku i utworzył kolejną kieszonkę. Podrzuciłaś Togę i wsadziłaś ją do niej, na co ona zaczęła się szarpać.

Izuku zaoferował eskortowanie cię do obozu. Wszyscy się zgodzili.

Tyle, że chwilę później poczułaś, że coś było nie tak i znalazłaś się w czyjejś dłoni.

– Jeżeli chodzi o tą dziewczynę, uprowadziłem ją moją magią. – Zamaskowany mężczyzna podrzucił błękitną kulkę w dłoni. – Taki diament nie powinien marnować się po stronie bohaterów. Przeniesiemy ją na scenę, na której zalśni pełnią blasku. Poza tym ktoś, kogo mamy, nie chce mówić.

– Oddawaj ją! – Izuku wrzasnął.

– Że co, proszę? Wygadujesz dziwne rzeczy. [T.N] nie jest niczyją własnością. To osobny, ludzki byt, ty-

– Ale czy tam chce iść z wami? Nie. Jest własną osobą. Nie Izuku, nie moją, nawet nie jej rodziców. Czy chciała pójść z wami? – Uraraka krzyknęła. – To nie jest samolubne dbać o swoich przyjaciół!

Todoroki wystrzelił ścianę lodu. Człowiek w masce przeskoczył na inne drzewo. Sero złapał go w taśmę. Niemal upadłaś na ziemię.

Czekaj. On nazywa swoją zdolność "magią". 

"Kiedyś ludzie wierzyli w magię i cuda, a teraz mamy zdolności. Czy to nie jest niezwykłe?"

To nie to samo. Ale wyjątkowo dobrej techniki nie da się odróżnić od magii. 

Tokoyami przybiegł z Dark Shadowem na wierzchu.

Shadow złapał kulkę, w której byłaś i natychmiast się powiększyłaś. Wystrzeliłaś z przedramion mocną linę i zawiesiłaś pseudomagika nad ziemią. Zdarłaś mu maskę i schowałaś.

– Wszyscy cali? – Tokoyami spytał wszystkich.

– [T.N]. Tęskniłem. – Dark Shadow owinął się dookoła ciebie.

– Ja też.

– No, dosyć już ckliwości. Puszczaj mnie. – Mężczyzna wisiał ze stopami nad ziemią.

– Compress, ratuj! – Toga wywrzeszczała.

– Jestem związany, nie mogę.

– Nikt nie idzie z wami. – Wypowiedziałaś, zaciskając więzy.

W końcu lekko opadłaś z sił. Więzy poluźniły się.

– [T.N], to nie jest tego warte. – Todoroki cię próbował powstrzymać.

– [T.I]! – Izuku wrzasnął.

 Dark Shadow owinął się dookoła Tokoyamiego i razem zaatakowali Compressa.

Compress po kilku sekundach zawisł nad wszystkimi, owinięty ciasno na trzy różne sposoby, na gałęzi.

Uciekliście razem w stronę głównego placu.

Trafiliście na Eraserheada.

Nauczyciel kazał wam wracać do bazy i zostawić złoczyńców.

I tak zrobiliście. Weszliście do bazy, gdzie już stał Blood King z tymi, którzy nie wyszli.

Iida stojący tam odetchnął z ulgą, a Kaminari z Ashido rzucili się na ciebie. Katsek, który nie poszedł, mamrotał pod nosem przekleństwa. Do środka wpadły zaraz po waszej grupie składającej się z Asui, Uraraki, Ojiro, Tokoyamiego, Shoujiego, Todorokiego, Sero, Izuku i ciebie, Hagakure i Jirou.

– Hej, wszyscy cali? – Spytała Jirou.

– Jeszcze nie ma tu Yaoyorozu i Aoyamy. – Odpowiedział jej Ojiro. – I klasy B.

– A ty, [T.N]? wszystko w porządku?

– Tak. Chcieli mnie porwać, ale tu mi chyba nic nie zrobią. Chyba.

Do środka wbiegła część klasy B. Nadal nie było jednak z nimi Aoyamy ani Yaoyorozu.

Po chwili, gdy było słychać pojedyncze, niezbyt ciężkie kroki za drzwiami (według Shishidy z B. Ty nic nie słyszałaś), grupa ucieszyła się, że to profesor Aizawa.

To nie był on.

Błękitne płomienie buchnęły, niszcząc drzwi. Instynktownie przyszpiliłaś mężczyznę do ściany z dłońmi tak, że nie mógł cię zaatakować.

Aizawa przebiegł przez framugę i wbił swój sprzęt do łapania złoczyńców w pseudo-złoczyńcę, który stał się plamą błota na ziemi. W tej chwili wbiegli Awase z Aoyamą, niosący nieprzytomną Yaoyorozu. Usadzili ją w ławce, by nic si jej dalej nie stało. Shiozaki przyszła razem z Kendou, Kodai i Tetsutetsutetsu.

Czterdzieścioro uczniów było już bezpiecznych. Profesor Aizawa wyjrzał przez drzwi. Wszyscy złoczyńcy się wycofali. Na miejsce przybyło pogotowie i zabrało rannych Yaoyorozu i Izuku. Po chwili dotarła też policja, by zabrać Togę i Compressa.

Aizawa kazał wszystkim, oprócz uczniów, którzy nie zdali i ciebie, pójść już do łóżek.

Szykowałaś się na długą lekturę...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz