Jak wygrać ze śmiercią

Na spotkanie z Mrocznym kosiarzem przybył Damian – hipster, który zginął przez to, że był ciężko pobity przez "kolegów", którzy chcieli od niego wyłudzić pieniądze.

Ponury Żniwiarz zaproponował mu walkę o śmierć i życie. Mieli zagrać w chińczyka, jakkolwiek by to absurdalnie nie brzmiało. Wszyscy myśleli, że to będą szachy, albo chociaż warcaby, jednak były one za drogie, a jeden kompletny zestaw do chińczyka przyniosła pół wieku wcześniej jakaś dziewczynka.

Gdy mieli rozpocząć grę, o kolejności nie miał decydować wiek czy liczba wyrzuconych oczek, lecz rzut monetą.

Kostucha miała orła, Damian miał reszkę.

Chłopak rzucił monetą po raz pierwszy. Zatrzymała się na brzegu, tak że nie wypadł ani orzeł, ani reszka. Damian ponowił rzut, jednak sytuacja się  powtórzyła, tak samo przy trzecim rzucie. W końcu Ponury Żniwiarz zdecydował się sam rzucić monetą. Wypadła kolej Damiana.

Gra toczyła się dwie godziny czasu ziemskiego. W tym czasie nikt na ziemi nie umarł, a rozgrywce przyglądali się bogowie wszystkich wyznań, całe ziemskie i niebieskie dobro i całe zło piekielne, w tym diabły. Dusze czyśćcowe miały łatwiej, a Syzyfowi było jakoś łatwiej dźwigać głaz do góry.

Po tym czasie rozgrzmiał ryk, a plansza sama się złożyła ze strachu do pudełka.

– ALE JAK?! – wykrzyczał w twarz Damiana Ponury Żniwiarz – Czemu przegrałeś śmiertelniku?

– Nie wiem, o co ci chodzi. Przegrałem grę o własne życie, więc teraz piekiełko, niebo albo czyściec, czyż nie?

– To pierwszy raz od ponad dwóch tysięcy lat, kiedy mój przeciwnik nie oszukiwał. Czemu nie oszukiwałeś? Dawaliśmy ci tyle okazji… Odwracaliśmy się, zrzuciliśmy planszę, byś mógł korzystniej ustawić swoje pionki, a ty nic.

– Oszukiwanie w chińczyku jest zbyt przereklamowane – odpowiedział hipster z poplamionymi krwią ubraniami i obitą twarzą. – To po prostu nie dla mnie.

– Słuchaj mnie teraz uważnie. To jest ostatni raz, kiedy się spotykamy. Miło mnie zaskoczyłeś. Może nie wygrałeś, ale jesteś pierwszym w stu procentach człowiekiem, który grał ze mną fair play w tym tysiącleciu. – Mroczny Kosiarz nachylił się w stronę Damiana. – Wygrałeś, nieśmiertelny.

Kostucha wzięła w rękę klepsydrę hipstera.

– Czekaj, czekaj. Nigdy?

– Nigdy.

– Nawet nie możemy raz na randkę?

– Wiesz, w ciągu następnych pięciu sekund umrze dziesięciu ludzi. Teraz nie płynie czas, ale mam i tak ręce zawalone papierkami. Nie mogę sobie zrobić wolnego, bo dusze będą zabierane przez darmozjady.

– A po apokalipsie?

– Proszę nie zawalaj mi gorzej rąk.

– Przepraszam.

– Jutro o czternastej w kafejce.

– Co?

– Dawno nie piliśmy kawy. Mam ochotę na filiżankę. Nikt nigdy ze sobą nie przynosi. Jutro masz być w swojej ulubionej kafejce. Spokojnie, rozpoznasz mnie bez tych ubrań.

– Do zobaczenia. – Powiedział Damian, posyłając Kostusze pocałunek.

– Do jutra.

Kosiarz stłukł klepsydrę. Hipster wrócił na ziemię z uśmiechem na twarzy i łzami w oczach. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz