25.


Zeszłyście na dół. [I.P] rozmawiała z jakimś zakapturzonym mężczyzną z wykrzywioną ręką, który stał za Izuku.

– Shimura Tenko, zostaw go w spokoju.

– Skąd znasz moje imię?!

– Trafiłam! To ty jesteś wnukiem Shimury Nany? Wycofaj się z kontraktu ze swoim nauczycielem. On cię manipuluje, nie jesteś mu nic winien.

– Skąd o tym wiesz!?

–  I każ Kurogiriemu się nie mieszać. Jeśli chociaż raz wtrącicie się jeszcze w moje życie, lub kogokolwiek z moich znajomych, obiecuję, nie dożyjecie jako grupa następnej niedzieli.

– Nie możesz nic nam rozkazywać! – Shigaraki puścił Izuku i rzucił się na [I.P]. Dotknął wszystkimi pięcioma palcami jej lewej ręki. Izuku był uspokajany przez Urarakę.

[I.P] szybko zdjęła mu kaptur z głowy. Wszystko działo się tak szybko, że nie wiedziałaś, co zrobić.

Zakapturzony mężczyzna odszedł, mamrocząc pod nosem.

– Przepraszam was. Muszę iść do łazienki. – [I.P] uciekła znowu.

– Deku, wszystko w porządku? – Uraraka spytała Izuku.

– Było blisko... – skulił się i starał się uspokoić. Był przeraźliwie blady. – Jeszcze dwie minuty i mogłaby się komuś stać krzywda.

Do Izuku podbiegli Kirishima i Iida, którzy kazali mu oddychać powoli. Atak paniki powoli ustępował.

Zbliżała się piętnasta. [I.P] wyszła z łazienki z bandażem na przedramieniu, który zaczął przeciekać, ale chociaż nie rozwijał się.

– Coś się stało? Przepraszam, że nie mogłam tutaj być.

– [N.P]! Co ci się stało z ręką? – Iida spytał się [I.P].

– Był tu Shigaraki, a niestety nie wzięłam opasek zaciskowych, żeby go złapać.  Spokojnie, Ingenium-tan, zawsze noszę przy sobie jakieś opatrunki.

– Mogłabyś do mnie tak nie mówić? – Iida zawstydził się. – A poza tym, co to znaczy, że tu był Shigaraki? Zadzwoniliście po policję?

– Nic nie zrobił. Po prostu... Miło porozmawialiśmy. A odnośnie mówienia po nazwie bohatera... Przyzwyczajaj się. Jeśli zostaniesz pro, pewnie tak się będą do ciebie zwracać. To samo inni, oprócz Izucchina. Dla mnie to zawsze będzie Mini Might. Deku oznaczało zawsze kogoś, kto nic nie może zrobić sam, drewnianą kukiełkę. A jakoś się mu udaje. Więc nie jest deku no bou.

– To takie proste i męskie! – Kirishimie pociekły z oczu łezki wzruszenia.

– Heh. Dzięki, ale "męski" niespecjalnie pasuje do osoby z kobiecym ciałem, Red Riotan. Aczkolwiek mnie to nie przeszkadza.

– [N.P], widziałam kogoś, kto bardzo cię przypominał. Tylko miała niebieskie oczy i kupowała różową i niebieską farbę do włosów. – Ashido zwróciła się do [I.P]. Ty dalej siedziałaś przy Izuku.

– No to spotkałaś moją młodszą siostrę. Jakby co, nie używajcie przeciwko niej żadnych pocisków, bo odbija to dziadostwo. Zwykle w moją stronę.

– Taki rykoszet? – Kaminari spytał.

– Coś w tym stylu. Wracamy już? Izuku, chcesz złożyć zeznania na policji teraz, czy wolisz poczekać i pozbierać myśli? Znam ich kryjówkę. Siedziałam w głowie tego idioty dziesięć minut. Zebrałam wystarczająco dużo wszystkiego. Nie przygotowałam się. Powinnam była wziąć notatnik...

– M-może pójdźmy od razu. – Izuku uśmiechnął się. Wszyscy inni się rozeszli do domów.

W pociągu spotkałaś [I.S.P], która była w masce chirurgicznej, która zakrywała jej większość twarzy. Wysiadłyście na jednej stacji, jednak ona poszła w inną stronę, nie do domu.

Gdy wyszłaś z pociągu, przechodziłaś koło ciemnej uliczki. Młody mężczyzna z bliznami po poparzeniach trzeciego stopnia walczył przeciwko blondynce, która trzymała nóż w ręku. Mężczyzna w stroju barmana próbował ich powstrzymać, aż w końcu zapędzony w kozi róg czarnowłosy mężczyzna wystrzelił z dłoni ogień niczym Todoroki. Ziemia jakby zapadła się pod tobą, a ty znalazłaś się w zacienionym pomieszczeniu.

Jedyne światło padało od monitora. Do aparatury był podpięty mężczyzna z bliznami zamiast twarzy. Jego dłonie nie wskazywały jego wieku. Postawiłaś krok do przodu. On obrócił głowę w twoją stronę. Usłyszałaś, jak jego kręgi szyjne strzeliły. Skrzywiłaś się.

– Normalny człowiek? Tutaj? Jakie to ciekawe... – Człowiek bez twarzy uśmiechnął się. – Dawno nie widziałem nikogo oprócz mojego doktora.

– Ż-że co? – zdziwiłaś się. Podskoczyłaś prawie w miejscu.

– Zastanawiam się, czemu się tutaj pojawiłaś... Przyszłaś tutaj, by zyskać moc, prawda? – Zadał ci pytania. – Chcesz się zemścić na kimś? Liga ci w tym może pomóc.

– Ja... Zgubiłam się... – odpowiedziałaś mu.

– Zgubiłaś się... – Uderzał palcami o oparcie fotela. – Zgubiłaś się i trafiłaś do kryjówki jednego z największych złoczyńców... Straciłaś poczucie, gdzie jesteś i przez przypadek znalazłaś się w miejscu, do którego zwykły śmiertelnik nie ma dostępu?

– Więc... Znaczy się, że... – próbowałaś zadać pytanie, ale nic mądrego nie opuszczało twoich ust.

– ...Nie będę kłamał. To jest tak właściwie... imponujące. – Mężczyzna zadumał się. Po chwili odpowiedział. – Widzisz ten biały portal za tobą? Wrócisz tam, skąd dokładnie przyszłaś.

– Hę? To całkiem... Przydatne. – powiedziałaś.

– Teraz, proszę, idź sobie. Nie marnuj mojego czasu.

– Dziękuję, do widzenia...

– Zgubiła się... Serio? – Złoczyńca zaśmiał się pod nosem.

Znalazłaś się kilka metrów od uliczki, gdzie zapadłaś się pod ziemię i trafiłaś do kryjówki jakiegoś złoczyńcy.

– What the... – wymamrotałaś.

Mic przechodził niedaleko.

– Co tu robisz, słuchaczko? Wszyscy twoi koledzy już poszli do domów. Zgubiłaś się?

– M-można by tak powiedzieć. Ale niech pan nie dopytuje. Mamy od tego trening.

– Ale coś się stało?

– Nic takiego. Tylko się trochę zgubiłam, weszłam, gdzie nie trzeba.

– Odprowadzę cię. Nie mogę pozwolić, żeby młodej damie coś się stało.

Rozważałaś uderzenie go lub przytulenie. Obydwie opcje tak samo złe. Westchnęłaś. Spojrzałaś na telefon. Była godzina szesnasta.

– Nie trzeba. Jesteśmy blisko mojego domu.

Mic zatrzymał się na chwilę.

– Byłaś dzisiaj przy tym ataku Shigarakiego na Midoriyę?

– Tak, chociaż nie przyglądałam się z bliska.

– No to to wszystko wyjaśnia. Dzieciak się wplątał w kłopoty, tak samo Little Crow. Powinni być zamknięci z dala od wszystkiego, co może ich skrzywdzić, w ochraniaczach i tym podobnych.

– Zgadzam się. Mają tendencję do robienia sobie krzywdy. Shigaraki dotknął [I.P]. Jej bandaż był bardzo patriotyczny.

– Czyli? – Mic spytał cię, nie do końca rozumiejąc nawiązanie.

– Przypominał flagę naszego kraju.

– Powinna była go zmienić!

– Właśnie wiem!

– Eraser też się tak zaniedbuje, ale on jest dwa razy starszy. Musimy pilnować tych naszych kolegów, co?

– Niestety trzeba. Podobno chodził pan z nim do klasy.

– Tak! On był w transferze, ktoś zrezygnował, a on zajął jego miejsce. Siedział obok mnie!

– Ciekawe, czy tak będzie z [I.P]... – wymamrotałaś.

– Do not worry, listener! Może po wakacjach będą jakieś transfery. Wczoraj dopiero Eraser zadecydował o teście osób z klas C i D, kto mógłby zostać ewentualnie przetransferowany. W końcu jest dziewięć wolnych miejsc na bohaterstwie. Mamy jedynie dwójkę kandydatów, jeden z nich jest ćwiczony przez Erasera. Ale jakby co, nie słyszałaś tego ode mnie.

– Sure! – odpowiedziałaś mu, a on się uśmiechnął. – Mam niewielkie pytanie...

– Śmiało! Zadawaj!

– Czy ma pan przypadki, kiedy nie może pan uratować wszystkich?

– Bardzo dużo, słuchaczko. – zatrzymaliście się. – W tej chwili może ktoś umierać, bo nikt nie udzielił mu pomocy. – spojrzał ci w oczy, zsuwając okulary.

Przełknęłaś ślinę i odwróciłaś nieco wzrok, jednak zaraz wróciłaś do patrzenia mu w oczy. Ich kolor był tak wyrazisty, że zastanawiałaś się, czy Mic jest prawdziwy, czy może jest jakimś youkai. No bo jak można tak przystojnie wyglądać. Owszem, włosy w kształcie i kolorze banana nie należą do rzeczy często spotykanych, ale nadawało to Micowi widok papugi, z tych, które potrafią powtarzać dźwięki. A takie są urocze.

– Jesteśmy tylko ludźmi. Co prawda mamy supermoce, ale nie wszyscy umiemy się teleportować, być w kilku miejscach równocześnie, widzieć wszystko... – Mic zawiesił głos, jego oczy posmutniały. – To jest niewdzięczny zawód. Co prawda są nas setki, ale każdego dnia jest coraz trudniej. Teraz często małe dzieci są potężniejsze od starych, wyćwiczonych pro. To prawie cud, że jeszcze ja i Eraser jesteśmy żywi i możemy się ruszać. Spora część osób z naszego rocznika, w tym Tensei, jest sparaliżowanych lub martwych. Ale trzeba patrzeć optymistycznie.

W jego jaskrawozielonych oczach, zwykle skrytych za pomarańczowymi okularami, zakręciły się łzy. Szybko je powstrzymał, jednak oczy były lekko zaczerwienione. Mic rozpiął kurtkę.

Ulicą przechodziła Midoriya Inko – mama Izuku.

– Dobry wieczór. – Ukłoniłaś się jej.

– Dobry wieczór, pani Midoriya. – Present Mic założył okulary.

– I-zuku jest na policji. Nie wiesz, co się mu stało? Wszyscy mieliście pójść do Kiyashi, wszędzie są tam ka-mery. A mimo to, coś się stało.

– Nie stała się mu żadna krzywda. – Mic odpowiedział jej. – Podobno złoczyńca pojawił się tam. Uciekł, zanim ktokolwiek zdołał go złapać.

– Jaka szkoda, że nie udało się go złapać. Ale jeszcze jeden taki atak, a moje serce może nie wytrzymać.

– Midoriya-san, na pewno wszystko w porządku? – spytałaś się matki Izuku.

– Tak! – odpowiedziała. – A teraz muszę pojechać po syna.

Midoriya Inko to dobra kobieta. Samotnie wychowywała jedynego syna – Izuku, po tym, jak jej mąż wyjechał do Ameryki, by zarabiać pieniądze. A w każdym razie to mówiła Izuku przez kilka poprzednich lat. [I.P] nigdy jednak nie widziała żadnego połączenia Izuku z mężczyzną o imieniu Hisashi, co było dla niej dziwne. Uroki wychowywania się w pełnej rodzinie.

Pożegnałaś się z kobietą, a ona pospieszyła się na stację.

Przy tobie stał Yamada Hizashi. Host radia HERO FM i pro-bohater Present Mic. Aktor głosowy i twoja miłość od pierwszego wejrzenia od dawna. A przede wszystkim nauczyciel, w którym nie powinnaś być zakochana, ale... Nie chciałaś się tego pozbywać.

Nie, kiedy on odprowadzał cię do domu, mimo tego, że nie było to konieczne. Nie, kiedy byłaś tak blisko, że mogłaś poczuć zapach jego perfum i lakieru do włosów. Ciekawa mieszanka, jednak tobie nie przeszkadzała. Bo to było charakterystyczne dla Mica, nawet, gdy był w swojej cichej personie ze związanymi włosami. Zawsze się za nim to niosło, gdy wchodził do pomieszczenia.

Chciałaś, żeby chwila trwała nieco dłużej, żeby móc go przytulić, ale nigdy, przenigdy, nie chciałaś mu wyznać swoich uczuć w sposób, którego byś żałowała. Zbliżaliście się do twojego domu.

– A tak właściwie, to czemu sensei tutaj jest? Patrol? To spokojna część Musutafu. – Spytałaś Mica.

– Droga słuchaczko, nigdy nie wiadomo, co się przydarzy. Ostatnio tutaj w okolicy była rozróba, która skończyła się tym, że jakiś nielegalny bohater zatrzymał grupę przestępczą, która była poszukiwana za gwałty i kradzieże.

– To ci, którzy atakowali te kobiety pod mostem, trzy lata temu! Dwa miesiące temu sklepik konkurencji został obrabowany i spalony, to też pewnie oni.

– Dodatkowo wszyscy byli jednakowo związani i nie pamiętali twarzy osoby, która ich obiła. Ale ta osoba musiała mieć już jakieś doświadczenie. Atakowała, gdzie boli. Nie po to, by zabić. A w każdym razie tak wynika z raportu policji. Jeden ze złoczyńców miał kartkę na plecach, gdzie ten nielegalny bohater kazał to przypisać mnie i Eraserowi. Zaintrygowało mnie i chciałem się przyjrzeć.

– Rozumiem. – kiwnęłaś głową. Doszliście prawie do furtki.

– No to, good night, listener! Wracam dalej na patrol. Złoczyńcy sami się nie złapią!

– Dobranoc. – Pożegnałaś się z nim. Na zegarku widniała godzina szesnasta trzydzieści sześć.

Nikt nie zaczepił cię, gdy wchodziłaś do domu. Wydało ci się to dziwne, ale nie zadawałaś pytań.

Mimo wszystko, i tak siostra usłyszała cię, gdy wchodziłaś do swojego pokoju.

– Hej, [T.I]! Jak ci minął dzień? – podeszła do ciebie, a ty uśmiechnęłaś się.

– Całkiem nieźle.

– A kim była ta męska sylwetka, z którą szłaś? Czy to na pewno nie jakiś zboczeniec?

– To nauczyciel angielskiego ode mnie ze szkoły. Dzisiaj tutaj na patrolu. Wiesz, że ostatnio złapali tą bandę, która napadała kobiety?

– Serio? Ale nadal. Lepiej, żebyś przy sobie nosiła coś do samoobrony. Mógł ktoś z nich zostać.

– Ogólnie, to złapał ich bohater-improwizator. Nie pro. Ale zostawił po sobie kartkę, żeby wpisać to jako coś, co zrobili nauczyciele ode mnie ze szkoły.

– A to ciekawe... Myślałam, że takie coś nie ma się prawa zdarzyć. Zwykle tacy przebierańcy biegają po mieście, a nie na przedmieściach.

– Technicznie ja też się do nich zaliczam, [I.S]. Jeszcze nie mam licencji.

Siostra wyszła z pokoju robić swoje rzeczy.

"Przepraszam, dochodzenie zajmuje dłużej, niż myślałam."– [I.P] wysłała wiadomość.

"Nic się nie dzieje" – odpisałaś jej.

"Mogę przyjść po zakończeniu? Wezmę jedzenie, a ty zmienisz mi kolor włosów. W sobotę wyjeżdżam na dwa dni do Saitamy, ale potem wracam. Ciekawe, czy spotkam Midnight w pociągu... Potem wracam do domu. O ile się uda."

"Jeśli moja rodzina cię wpuści"

"Już twoja siostra mnie lubi, bo nie lubię kawy ani słodzonej herbaty"

"Jak wy możecie to pić?!"

"A ty? Kawa nie jest taka dobra"

"Odszczekaj to"

"! n-Wa !n-Wa"*

"Bardzo śmieszne"

"Dobrej nocy." – Od [I.P] dotarła jeszcze tylko jedna wiadomość.

"Dobranoc" – Odpisałaś. Wzięłaś poduszkę i ją przytuliłaś. Wtuliłaś w nią twarz, siadłaś na łóżku i się rozłożyłaś. Czekał cię długi wyjazd.



* zamiana znaków, "wan" to onomatopeja na szczeknięcie psa w Japonii



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz