Następnego ranka obudziłaś się sama równo pięć minut po szóstej. Trzeba się cieszyć z małych zwycięstw w życiu.
Zeszłaś do kuchni, gdzie mama kłóciła się z twoją starszą siostrą.
– Cześć Mamo, cześć [I.S] (Imię siostry)!
– Witaj [T.I]. Jak ci się spało? – przywitała się z tobą mama.
– Bardzo dobrze. Czy to aby nie zbyt wczesna pora, żeby się kłócić? – odpowiedziałaś jej, na co ona wzruszyła ramionami.
– My się wcale nie kłócimy. To jest tylko intensywna wymiana zdań.
Na stole przed tobą stało twoje śniadanie składające się z połowy bułki z masłem i szynką oraz dwóch parówek z ketchupem. Twoja starsza siostra dalej obstawała przy swojej racji, a mama, która wcześniej coś kroiła i dalej miała nóż w dłoni, podawała kolejne argumenty. W końcu [I.S] wzięła swój kubek z herbatą i poszła do swojego pokoju.
Zjadłaś naszykowane śniadanie, wypiłaś herbatę, po czym poszłaś wyprasować mundurek.
Gdy na koszuli i spódnicy nie było już ani jednej zmarszczki, ubrałaś się. W pewnym momencie zauważyłaś brak jednej podkolanówki. Rozejrzałaś się. Jakimś cudem znalazła się na drzwiach od twojego pokoju. Zdjęłaś ją, po czym wciągnęłaś na nogę. Spróbowałaś zawiązać krawat sama. Nie udawało ci się to.
– [I.S]! Pomóż mi z tym krawatem!
– Jeszcze się nie nauczyłaś? – usłyszałaś zbliżające się jej kroki – Chodzisz do liceum. Powinnaś sobie z tym już radzić.
– Łatwo to mówić komuś, kto chodził do szkoły z o wiele prostszym mundurkiem. – Odpowiedziałaś jej.
– Pokażę ci to jeszcze raz. Przyglądaj się uważnie.
Odwróciłaś na chwilę wzrok.
– No patrz się tu! Jak ja się chciałam czegoś nauczyć, to się przyglądałam, aż się nauczyłam. Może dlatego tak przypalasz wszystko, jak się ciebie wpuści do kuchni. Bo nie siedzisz i nie obserwujesz, co się robi i jak.
Spojrzałaś się na denerwujący kawałek materiału. Siostra zaczęła mówić dalej.
– Najpierw skrzyżuj tak, żeby to, co ma być na dole, było na dole. Potem owiń górnym dolny. Weź górny do góry koło szyi i przewlecz przez pętelkę, która się utworzyła. Potem popraw.
– Dzięki. Może zapamiętam. – Odpowiedziałaś jej.
– Jutro mnie nie wołaj po to, żebym ci zawiązała. Chyba już umiesz.
Rozczesałaś włosy. Dzisiaj mi się wszystko układa, nawet mam dzień dobrej fryzury…
Gdy spojrzałaś przez okno, zaczynał padać deszcz. I dlatego mówi się „Nie chwal dnia przed zachodem słońca”. Loczki?
Założyłaś marynarkę i plecak, a na to płaszcz przeciwdeszczowy. Założyłaś kalosze i po pożegnaniu z mamą i [I.S] wyszłaś z domu na stację. Zauważyłaś już [I.P], Izuku i Bakugou stojących na peronie. Katsek miał słuchawki w uszach i naciągnięty kaptur, Izuku zapisywał coś u siebie w notatniku, a [I.P] czytała coś na telefonie.
Na stacji pojawili się wasi najlepsi nauczyciele z gimnazjum.
– Oya, kogo my tu widzimy, Bokuto-kun? – Usłyszałaś głos Kuroo Tetsurou, który był twoim nauczycielem chemii i wyglądał, jakby koty zrobiły sobie w jego włosach gniazdo. Wbrew pozorom bardzo miły człowiek.
– Oya, oya! Czyżby to te dwie pannice i dwóch kawalerów z naszego gimnazjum! – Odezwał się nauczyciel wychowania fizycznego Bokuto Koutaro, który zachowywał się jak sowa i był w stanie się w taką przemienić. To była cecha szczególna męskiej części rodzin Bokuto i Akaashiego.
– Oya, oya, oya, znaczy… Dzień dobry Kuroo-sensei, Bokuto-sensei... – Odpowiedziała im [I.P] – Jak tam małe sówki, Bokuto-san? Podobno wszystko dobrze, z tego co słyszałam od Yutachina, znaczy Yutaro.
– Bardzo dobrze, ale proszę na mnie tak nie mówić, [I.P]-chan. Przypomina mi się Akaashi z liceum. – odpowiedział jej Bokuto.
– Dzień dobry, Bokuto-san! – Za Bokuto pojawił się Akaashi-sensei, za którym szli Sawamura i Sugawara-sensei.
Sawamura Daichi był licealnym kolegą nauczyciela matematyki – Sugawary Koushiego, który tak jak Kuroo, Bokuto i Akaashi, był skazany na uczenie w Oruderze. Był on sławnym pro-bohaterem, który umiał kontrolować ziemię i skały wokoło, by na przykład móc uratować kogoś spod lawiny błotnej lub z zapadniętych kopalni. Sugawara-san za to był w stanie kontrolować wzrost roślin dookoła.
– A-kaashi?! Co ty tutaj robisz?
– Załatwiałem parę spraw. Poza tym chyba wszyscy zaczynamy dzisiaj lekcje o tej samej porze, prawda Sugawara-san, Kuroo-san?
– Oya, nie chcielibyśmy się chyba spóźnić. – powiedzieli naraz Kuroo i Bokuto. Spojrzeli się na siebie, po czym zaczęli szukać najbliższego guzika. [I.P] zaczęła chichotać pod nosem. Bakugou nie zwracał na nic uwagi, a Izuku poprosił Sawamurę o autograf.
– Akaashi-kun, – odezwał się Sugawara – ja tutaj poczekam na pociąg z Daichim, a potem do was dołączę.
– Dobra. – odpowiedział mu Akaashi.
Wszyscy nauczyciele się rozeszli. Po chwili nadjechał pociąg Sawamury. Sugawara-sensei, przechodząc obok was, uśmiechnął się promiennie i pokazał kciuka w górę, po czym złapał mocniej za torbę i pobiegł w stronę kolegów z pracy.
Po minucie usłyszeliście ogłoszenie o przyjeździe waszego pociągu. Przyjechał na miejsce trochę po czasie, jednak w trakcie jazdy nadrobił je.
Gdy dotarliście na miejsce, Izuku schował zeszyt do plecaka.
– Jaka stawka wyścigu? – Izuku spytał [I.P].
– Może znowu karton mleka?
– Lepiej tym razem coś innego. Nie ma mowy, żeby mi wystarczyło kieszonkowego na nową figurkę Edgeshota i na kilka kartoników mleka dla ciebie.
– Zaproponuj coś w takim razie. Jesteśmy nieco ponad kilometr od szkoły. Masz czas do tamtego słupka. – Odpowiedziała [I.P] i pokazała na słupek nieco ponad sto metrów dalej. Po kilkunastu krokach namysłu, Izuku i [I.P] naradzili się. Odliczyli od trzech i wystrzelili do przodu.
Katsek nadal miał słuchawki w uszach. Poprawiłaś kaptur od płaszcza przeciwdeszczowego.
Gdy dotarłaś do szkoły, zauważyłaś dwie osoby z czerwonymi od biegu twarzami. Nie odzywałaś się do nich, bo twoja szafka była w nieco innym miejscu niż ich.
– I co, Izuchin? Haa… Jednak mam jakąś kondycję, a nie przenosiłam przez ostatnie dziesięć miesięcy sprzętu AGD i RTV na plaży.
– Ra-hacja. To co mam zrobić? Chcę już mieć to z głowy. – odpowiedział jej chłopak, który przypominał truskawkę po deszczu.
– Jeszcze nie teraz. Nie wy-myśliłam jeszcze nic… Haaa… To nie był dobry pomysł. Midnight zauważy i zwróci mi uwagę, a tego nie chcemy…
– My mamy Eraserheada. Jest jeszcze gorszy.
– Chcesz się założyć?
– Niespecjalnie… Jak znowu przegram to będzie niedobrze.
– Zależy… haa… dla kogo.
– Jeszcze nie złapałaś oddechu? – spytał się [I.P] Izuku, na co ta odpowiedziała:
– Średnio kobieta ma mniejszą objętość płuc niż mężczyzna.
– Jesteś ode mnie wyższa o dziesięć centymetrów! Raczej nasze płuca się tak bardzo nie różnią!
– Kłócicie się jak stare małżeństwo. To denerwujące. – odezwał się Katsek.
– Miłego dnia Izucchin. Fajnych lekcji, [T.I]. Dzisiaj kończę wcześniej i nie będę w stanie z tobą wrócić.
– Dzięki.
Całe przygotowania upłynęły ci niezwykle szybko. Wzmocniłaś organizm i mogłaś sobie pozwolić na dwukrotne utworzenie taśmy do łapania złoczyńców.
Turniejowy poranek rozpoczął się miło śniadaniem przygotowanym przez siostrę.
Po śniadaniu przebrałaś się w mundurek, ułożyłaś włosy, by ci nie przeszkadzały, zawiązałaś krawat, założyłaś buty i spakowałaś jedzenie oraz trochę pieniędzy.
W szkole zauważyłaś Izuku, który rozmawiał z Uraraką oraz gadającą cały czas coś pod nosem [I.P]. Podeszłaś do niej.
– [I.P], coś się stało? Wszystko w porządku?
– Tak, a czemu miałoby nie być?
– No wiesz, zwykle nie mamroczesz jak Izu. Jak to robisz, to zwykle coś się dzieje.
– Czasami trzeba porozmawiać z kimś równie mądrym. – [I.P] wzruszyła ramionami.
– No wiesz ty co? Dzięki. – obruszyłaś się.
– Z tego co mi wiadomo jesteś sobie w stanie poradzić ze wszystkim związanym ze strategią i logicznym myśleniem o wiele lepiej, niż ja. Nigdy nie miałam chyba lepszej od ciebie oceny z matematyki, a dodatkowo zawsze ogrywałaś mnie w planszówki, kiedy nie dawałaś mi forów i uważałaś. Ten jeden raz w shogi się nie liczy.
– Ale to ty zauważyłaś tego złoczyńcę przy bramie szkoły i wiedziałaś, co się dzieje! Wszyscy panikowali, a ty kazałaś przekazać plan Iidzie, bo miał donośny głos.
– Zostaw trochę tego gniewu, by skopać zadek innym osobom. Złam nogę. – [I.P] puściła ci oko i sięgnęła do swojego plecaka, by się napić.
– Złam i obie, niemoto – odpowiedziałaś jej.
– Obiecaj mi, że nie będziesz na mnie patrzyła z góry w trakcie naszej walki. Chcę walczyć na równym poziomie z każdym. Wiem, że i tak z tobą przegram, ale i tak chcę być traktowana na równi.
– A skąd ty to możesz wiedzieć? – spytałaś się jej.
– Po prostu z doświadczenia. Ilekroć byśmy nie walczyły o coś, ty wygrywałaś. Jesteś silniejsza. Szybsza. I masz dobrą zdolność.
– Zaraz ci wybiję z głowy ten pesymizm. Nie jestem od ciebie dużo szybsza. To ty chodzisz szybko. Poza tym, kto wygrał ze mną w większości podczas siłowania na rękę?
– Katsek i Ygrek.
– A kto wygrał z nimi potem?
– Na pewno nie Izuku. On przegrał za każdym razem.
– To byłaś ty.
– Po pierwsze, nigdy nie wygrałam z Ygrekiem, a po drugie, to było w gimnazjum. Już się nie liczy. I tak jestem słabsza. Wy wszyscy jesteście na bohaterstwie ze wspaniałymi zdolnościami.
Wyciągnęłaś notatnik.
– Za chwilę serio ci wybiję ten pesymizm z głowy.
– Rób co chcesz. – [I.P] odłożyła butelkę wody i zasunęła plecak.
Pacnęłaś ją notatnikiem w głowę.
– Izucchin! [T.I]chin stosuje przemoc! – [I.P] krzyknęła w stronę przechodzącego Izuku. Ten zaśmiał się i pociągnął cię za rękę w stronę klasy.
Zajęliście swoje miejsca.
Wszyscy uczniowie weszli do klasy. Rozpoczęła się godzina wychowawcza. Aizawa-sensei życzył wam wszystkim powodzenia, po czym przyszedł do klasy Present Mic i go zabrał. Przyszła Midnight i kazała wam pójść do szatni. Wzięłaś torbę ze strojem na w-f i odrobiną pieniędzy na jedzenie, po czym powoli skierowałaś swoje kroki w kierunku wskazanym przez nauczycielkę.
Przechodząc korytarzem zauważyłaś kilka dziewczyn o nie-azjatyckiej urodzie przebranych w stroje cheerleaderek. Wpadł ci do głowy mentalny obraz Izuku, Todorokiego i Satou przebranych w nie.
Czemu mi to robisz, głupi mózgu?
Otwarłaś drzwi szatni. Przebierały się tam dziewczyny z różnych klas. Konkurencja po żeńskiej stronie nie była duża. Nie było nikogo spoza klasy A, B lub osób, które stały po drugiej stronie drzwi w trakcie wypowiedzenia wojny przez Shinsou...
Przebrałaś się.
Jestem głodna. Może powinnam sobie kupić takoyaki?
Do szatni weszła [I.P]. Zdjęła plecak, po czym zaczęła się przebierać.
Gdy poczuła na sobie twoje spojrzenie, wzdrygnęła się. Obróciła się w twoją stronę.
– O, cześć, [T.I]. Nie zauważyłam cię. Kiedy weszłaś? Nie słyszałam otwierających się drzwi.
– Witaj. Byłam tutaj przez cały czas, mały gamoniu – odpowiedziałaś jej. [I.P] wyprostowała się. Górowała nad tobą.
– Owszem, mogę nie być najmądrzejszą osobą, ale na pewno nie jestem mała. – [I.P] zmarszczyła czoło.
– Nie denerwuj się...
– Nie jestem zdenerwowana.
[I.P] usiadła na ławce i wyciągnęła z plecaka część swoich gadżetów.
– Masz pozwolenie? – spytałaś się jej.
– Tak. Tak właściwie to mam takie same prawa, jak wsparcie. Dopóki skonstruuję sama, wszystko jest w porządku. – odpowiedziała ci.
– Ale ogólniak zwykle nie ma... – urwałaś zdanie.
– Ogólniak ma to samo prawo. Wczytałam się dokładnie w przepisy. Bohaterstwo i zarządzanie podobnie, tylko musicie to zgłosić, że sami robiliście całość. Wyższa szansa, że kupicie czy coś.
– Czemu nas nikt o tym nie poinformował?! – spytałaś jeszcze raz.
– Nie wiem. Może nie chciało im się czytać każdego przepisu po kolei?
[I.P] założyła pasek z kilkoma sakiewkami na biodra. Zaczęła nucić pod nosem muzykę ze złego zakończenia z pewnej gry. Wyjęła z plecaka co niewielkiego i wsadziła to do jednej z sakiewek, po czym się zatrzymała jak zepsuta postać w programie. Po chwili się poruszyła.
– Jeszcze tylko te rękawiczki i... – [I.P] zaczęła mruczeć pod nosem.
Podeszła do ciebie Uraraka.
– Powodzenia, [T.N]-san!
– Nawzajem, Uraraka.
– Miejmy nadzieję, że dostaniemy się do finału.
Kiwnęłaś głową. Dziewczyny kolejno życzyły sobie nawzajem powodzenia. W końcu i [I.P] poruszyła się z miejsca. Wciągnęła na plecy coś, co przypominało złożone skrzydła, a wtedy podbiegła do niej różowowłosa wariatka z dredami. Zaczęła się wypytywać jej, jak jej się to udało, na co [I.P] odpowiedziała:
– Wszystkie pomysły znajduję dookoła siebie. Inspiruję się każdą zdolnością, nawet taką należącą do złoczyńcy lub normalnego człowieka.
– Podobają ci się moje dzieci? – Wariatka w steampunkowych okularach spytała się [I.P], uśmiechając się szeroko.
– Widzę w nich trochę wad, ale na wydarzenie ci powinny wystarczyć. Dobra robota, Hatsume Mei-tan. – odezwała się twoja przyjaciółka. – Uważaj tylko na to, by ci się żaden z tych sprzętów nie przegrzał. Nie widziałam dobrego chłodzenia.
– Naprawdę? Starałam się to poprawić, ale nie mogłam znaleźć odpowiedniego rozwiązania. A tak swoją drogą, skąd wiesz, jak się nazywam? Nie przedstawiałam ci się nigdy. – oczy wariatki się rozszerzyły. Schowałaś usta za dłonią i próbowałaś powstrzymać śmiech. Rozmawiasz z kimś, kto ma zdolność bazującą na informacji, a wychował się z jednym z najlepszych konstruktorów.
– Masz rację, Hatsume-tan. Nie zrobiłaś tego. Sporo o tobie krąży pochlebnych plotek w Yuuei. Skojarzyłam sobie ciebie. Ja też w sumie się nie przedstawiłam. [N.P] [I.P].
– Czyżbyś była córką konstruktora, który utworzył większość strojów bohaterskich Endeavora i All Mighta od jego srebrnego wieku? Słyszałam dużo o nim! To mój idol! Czemu nie jesteś w mojej klasie, jak tak dobrze radzisz sobie z konstrukcjami? – Wariatka zaczęła się dziwnie zachowywać.
– Nie zamierzałam. Mam w planach co innego.
– [I.P]-boke, zbierajmy się, bo zaczną bez nas – odezwałaś się.
– Już idę! – [I.P] zasunęła plecak. Położyła go na ziemi i założyła rękawiczki. Podniosła go i zabrała ze sobą. Ty też wzięłaś torbę.
Hatsume poszła za wami. Zamknęła szatnię, po czym wszystkie udałyście się do poczekalni swoich klas.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz