[52+1] -8

– Wiesz, będę za tobą tęsknić. – Brat zwrócił się do mnie, gdy wracaliśmy z cmentarzy, gdzie położyliśmy wieńce, zapaliliśmy znicze i pomodliliśmy się za zmarłych od nas z rodziny.

– Czemu?

– Dowiedziałem się od Zegarmistrza, że umrę w najbliższym czasie. Martin nie podał mi odpowiedniej daty, ale uściskał mnie, jakbyśmy mieli się już nigdy nie zobaczyć. Byłem u innego, i to potwierdził, jednak... Nie ukrywał daty.

– Swoją drogą wszystkiego najlepszego z okazji urodzin. – Uśmiechnąłem się do niego.

– Tobie również. – Odpowiedział mi.

– Wiesz, mam urodziny dopiero jutro.

– Jesteśmy bliźniętami.

– Ja jestem rakiem.

– Nie o to mi chodziło. – Przetarł oczy. – To, że mama urodziła mnie przed północą, a ciebie po, za wiele nie zmienia. Obawiam się, że może mnie... Jutro... już tu nie być.

– Czemu?

– Drugi Zegarmistrz... Określił, że skończę równo dwadzieścia pięć lat. I ani chwili dłużej.

– Czekaj, czemu nic nie powiedziałeś wcześniej?!

– Nie chciałem cię martwić. Ma wie. Ta też wie.

– Będę też za tobą tęsknić, durniu! – Uderzyłem go lekko w ramię. Łzy poleciały mi z oczu.

Była dwudziesta.

Mój brat urodził się dwadzieścia minut przed północą.

Dalej wszystko było jakby za mgłą. Pamiętam, że dojechaliśmy do domu rodzinnego. Ma i Ta pocałowali brata w czoło.

Pomodlili się za niego. Też to zrobiłem, do wszystkich bogów, których znałem, mimo że nie wierzyłem w istnienie żadnego z nich.

Wszyscy ryczeliśmy jak dzieci.

Gdy zbliżała się dwudziesta druga, odjechaliśmy z domu rodziców, by wrócić do domu. O ironio, bliźniaka.

Brat spisał testament już jakiś czas temu.

Pół godziny przed północą obudził mnie huk za ścianą. Przebiegłem na stronę brata. Leżał na schodach. Jego głowa była rozbita. Krew płynęła.

Zadzwoniłem od razu na pogotowie.

Przyjechali pięć minut za późno. Mimo reanimacji i zaopatrzenia głowy, brat zmarł.

Zrobiło mi się niedobrze. Uciekłem jak tchórz, gdy karetka przyjechała, by przyjrzeć się mojemu bratu.

Jego oczy... Były takie puste. Tuż przed moją nieudaną próbą reanimacji i jego utratą przytomności... wyszeptał... że mnie kocha...

Nigdy nie czułem się aż tak samotnie. Wybiła północ. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz