X.5 - Walentynki


Uwaga! Poglądy [I.P] na horyzoncie! POV [I.P]!

- Walentynki, walę w tynki...  - wymruczałam, zrywając kartkę z kalendarza. - Dzień czwarty. Znowu przespałam czat o pierwszej. - Zerknęłam na telefon w dłoni. Przewinęłam przegapiony czat i zaczęłam zaznaczać intuicyjnie odpowiedzi w kolejnym.

Na moim biurku leżały już przygotowane czekoladki dla moich kolegów. Nie mam żadnych romantycznych odczuć wobec żadnego z nich. Nie wiem, czemu główna bohaterka próbuje mnie z którymkolwiek połączyć w parę. Dotarła do mnie wiadomość o tym, że Hatsumei wyremontowała starą machinę do podróży w czasie, oraz że nauczyciele mieli dokładnie piętnaście lat temu bal walentynkowy. Może powinnam się na niego wybrać razem z [T.I]? Spotkałaby Mica i mogliby być w swoim wieku. Niestety na tej linii czasowej się to nie może zdarzyć. Za duża różnica wieku. Albo muszą poczekać. Podobno Ectoplasm był w podobnej sytuacji. Muszę wepchnąć kiedyś Mica na niego, żeby pogadali. 

- Białe dla Ao-china. Gorzka czekolada dla Hitoshiego. Bardzo pikantna czekolada dla Bakukou-kuna. Zdziwi się pewnie. No i mleczna czekolada dla Izucchina. - wyliczyłam czekoladki. - No i jeszcze te trzy opakowania czekoladek, które nie do końca mi się udały ze względu na kształt. Nie są perfekcyjne, ale można przeżyć.

Założyłam na siebie mundurek i związałam włosy w kucyka. 

- Gdzie moje słuchawki? Muszę je zapakować.

Znalazłam biały przedmiot koło poduszki. Znowu siedziałam do późna. Powinnam była to ograniczyć, bo profesor Aizawa dziwnie się patrzył, zwłaszcza gdy schodziłam na dół do kuchni o trzeciej. Raz nawet zawołał Midnight. Nie wiem, jak to się stało, że mieszkałam razem z klasą A. Musiała wystąpić jakaś pomyłka w papierach. 

Zeszłam na dół do kuchni. Nikogo jeszcze nie było.

Przygotowałam sobie omleta. Po schodach właśnie na dół zszedł Todoroki. Nie odwracałam się, rozpoznałam po prostu jego kroki. Stawiał lekko stopy.

- Dobry! - przywitał się ze mną.

- Witaj, Todo-chin. - pomachałam mu i uśmiechnęłam się. - Oczekujesz dzisiaj jakichś czekoladek?

- Nie za bardzo. Przez cały ten czas, od początku szkoły podstawowej, nigdy nie otrzymałem żadnych słodyczy.

- A to czemu? - zdziwiłam się. - Czyżby się ciebie dziewczyny bały? 

- Nie wiem. 

- A od kogoś szczególnie byś chciał dostać czekoladki? 

- Nie mam pojęcia. Jeżeli ktoś by mi je wręczył, nie odmówiłbym. 

- Ktoś, znaczy Yao-momo, tak? - Oparłam głowę na prawej dłoni. Chłopak zarumienił się.

- Nie mów nikomu! - syknął na mnie.

- Spokojnie! Tylko się z tobą drażnię. Widziałam po prostu, jak na siebie patrzycie. 

- W sensie? 

- Twoje spojrzenie robi się cieplejsze, a Yao-momo odwraca wzrok, ilekroć któreś przyłapie drugie na gapieniu się. 

Odkroiłam kawałek omleta i go zjadłam. 

- A ty? Dajesz komuś czekoladę? - Chłopak z dwukolorowymi włosami spytał się mnie.

- Tak, o ile się nie roztopi. Planuję dać je czterem osobom. Hitoshi, Aoyama-chin, Izucchin i Katsek. Wszystkie w pełni po przyjacielsku. Mam jeszcze zapakowane trzy opakowania takich, co nie do końca mi się udały. Możliwe jednak, że po południu dorobię kilka opakowań i rozdam jeszcze kilku osobom tutaj.

- Naprawdę wszystkie po przyjacielsku? Spodziewałem się, że Bakugou albo Shinsou dostaną od ciebie te romantyczne.

- No cóż, nie zawsze można spełniać wszystkie oczekiwania ludzi wokół. - Wzruszyłam ramionami i wróciłam do jedzenia. 

Do kuchni przyszedł Sato. 

- Słyszałem, że gadacie o słodyczach. 

- Witaj, Sato-chin. - odpowiedziałam mu. - Konkretniej o czekoladkach walentynkowych. 

- A, bo to już dzisiaj! Wątpię, żebym dostał od kogokolwiek jakiekolwiek czekoladki. 

- Wybacz! Nie przygotowałam dla całej klasy A! Nie miałam odpowiedniej ilości foremek ani czekolady.

- Jest okej! - Sato pokazał mi kciuka w górę. 

Dokończyłam omlet i wróciłam do mojego prawie pustego pokoju po torbę z książkami. Poprawiłam kucyka i odpięłam telefon od ładowarki. Na wyświetlaczu pojawiły się cyfry 06:35. 

Spakowałam czekoladki do torby. Podpięłam słuchawki do telefonu. Włączyłam muzykę i zaczęłam gryzmolić w notatniku. 

O siódmej do mojego pokoju weszła [T.I]. Zyskałam nagle uczucie, że jestem w budynku szkoły i przestawiam ołówek. Zakończyło się ono nagle.

- [I.P], o co chodzi z tymi czekoladkami? Zamierzasz wreszcie wyznać uczucia Katskowi?

Wyjęłam słuchawki z uszu. 

- Kto tu mówi o wyznawaniu uczuć? Nigdy nie byłam zakochana w nim. Nie wiem, o co ci chodzi. 

- Masz dla niego czekoladki!

- To są po przyjacielsku! 

- Na pewno?

- Ani się waż mnie popychać w jego stronę. Mam jeszcze trochę nieudanych czekoladek, których nie przerobiłam na inne. Dam ci po tym, jak już wrócimy. 

- I tak będę próbowała was zeswatać. Ładnie razem wyglądacie.

- Wybacz, ale moje serce należy już do innego mężczyzny. 

- On nie istnieje! - [T.I] krzyknęła. Skrzywiłam się z powodu nagłego hałasu.

- Wiem. Dlatego jest idealny i nie potrzebuję żadnego innego. Nie ma z nim kłopotów i nie trzeba go wychowywać. - Odpowiedziałam jej.

- Jesteś niemożliwa. 

- Tak samo jak twoje zakochanie w Presencie Micu, naszym nauczycielu angielskiego. Podobno Hatsumei odkopała maszynę do podróży w czasie. Masz może jakąś sukienkę? Nauczyciele mieli bal maskowy piętnaście lat temu w tej szkole i mogłabyś zatańczyć z Micem, a on nawet nie będzie wiedział o tym, że to ty.

- W sumie... Mam sukienkę w szafie. Maskę może zrobić Yaoyorozu. 

- No to idź ją szybko poproś. 

- To ja lecę.

Sprawdziłam godzinę. Siódma dziesięć.

Zeszłam jeszcze raz na dół. Inni już jedli śniadanie, Hitoshi za to jeszcze nie wstał. Nie zdziwiłam się, gdyż poprzedniego wieczoru miał trening z Aizawą.

Weszłam do kuchni. Robiło się coraz jaśniej.

- Witaj, [N.P] – zwróciła się do mnie Minachin.

- Jak tam czekoladki? Dajesz komuś? – spytałam się jej.

- Tak, zrobiłam kilka opakowań, jednak w większości są to przyjacielskie.

- Ile obstawiasz, że Katsek dostanie czekoladek?

- Dwa albo trzy opakowania.

- A inni? 

- Hagakure-chan daje czekoladki jakiemuś chłopakowi z klasy B i bynajmniej nie są to obligatoryjne po przyjacielsku. Jirou też przygotowała dla Kaminariego.

- Nieźle. A ty Tsu? Kogoś masz na oku? – spytałam się dziewczyny-żaby.

- Iida-chan dostanie dzisiaj ode mnie słodycze. Mam nadzieję, że wyszło mi dobre nadzienie pomarańczowe.

- Na pewno ci wyszło. – pocieszyłam ją. Izuku spojrzał w moją stronę i pomachał mi. - A ty, Izu?

- O co chodzi?

- Oczekujesz czegoś od kogoś?

- Najprawdopodobniej niczego dzisiaj nie dostanę.

- Nie byłabym tego taka pewna. A jakbyś mógł wybierać, od której dziewczyny mógłbyś dostać czekoladki?

- Nie mówcie nikomu, ale Uraraka. – chłopak zarumienił się. – Zacząłem do niej coś czuć, odkąd się poznaliśmy. Dokładniej odkąd uratowała mnie przed upadkiem. Aczkolwiek nie jestem pewien, czy to po prostu nie przyjaźń bez romantycznych uczuć. Nigdy nie miałem dobrego wzorca.

- Nic jej nie powiem. – położyłam palec na ustach. Usiadłam na kanapie, a z góry zszedł Hitoshi.

- Dobry.

- Witaj, Hitoshi! Jak się spało? Widzę, że masz mniejsze worki dzisiaj pod oczami. – spytałam go.

- Udało mi się dzisiaj wyspać. Mam nadzieję, że nie zapomniałem dzisiaj o niczym do odrobienia.

- Nauczyciele nie zadali dużo. – skomentowałam.

- Wiem, ale i tak wolę mieć wszystko odrobione.

- Katsek poszedł pobiegać i jeszcze nie wrócił – Powiedział Izucchin.

- Nie dziwię mu się. Gdybym się nie przebierała od razu w mundurek, może też bym wyszła na zewnątrz.

Na dół zszedł Iida, a dziewczyny głośno rozmawiały w kuchni. Todoroki i Izuku cały czas mówili o różnych planach, a do ich rozmowy wtrącali się czasem Iida, Hitoshi i Kirishima.

Ja poszłam po torbę i zniosłam ją na dół, do kuchni. Spakowałam w międzyczasie telefon z podpiętymi słuchawkami. Sprawdziłam wiadomości i ostrzeżenia.

Nagle ze stołu spadł kubek Todorokiego. Złapałam go w locie za pomocą pomniejszej psychokinezy, którą skopiowałam od kogoś. Postawiłam go na blacie. Zabolała mnie głowa, ale nie narzekałam. Zdążyłam się przyzwyczaić.

- Skąd masz tą indywidualność? – spytał się mnie Hitoshi.

- Umiem kopiować schematy indywidualności i modyfikować je. To przez incydent z Kamino.

- Byłaś tam podczas walki All Mighta? – zareagował Izuku.

- Niestety. Ale teraz jestem w stanie skopiować każdą indywidualność, nawet wymazywanie indywidualności innych, czy, nie wiem, przyciąganie małych przedmiotów.

- Bardzo przydatne. Mogę jeszcze dopytać o tą indywidualność potem?

- Wątpię, żebym miała dzisiaj jeszcze czas, Izucchin. A teraz zbieraj się dalej do szkoły! Już!

Włożyłam słuchawki do uszu. Włączyłam muzykę i sprawdziłam godzinę. Zbliżała się siódma czterdzieści pięć. Do budynku wszedł Katsuki.

- Dobry. Co tam, Katsek? – spytałam się chłopaka i przyciszyłam muzykę. Była już prawie niesłyszalna w zgiełku, jaki robiła klasa A.

- Chleb się skończył, wpadłem na blond kopiującego idiotę z B.

- Czyli nic takiego.

- Deku, następnym razem, jak zjesz ostatni kawałek chleba, to idź kupić.

- Ale to nie ja tym razem! – Izuku sprzeciwił się. 

- To kto to mógł zrobić?

- Dosłownie każdy - odpowiedziałam mu.

Sprawdziłam godzinę jeszcze raz. Poprawiłam getry i narzuciłam kurtkę, szykując się do szkoły przed czasem. Niestety, zostałam zaprzęgnięta do pilnowania Hatsume, żeby nie zrobiła żadnej głupoty.

- Miłego dnia! Do zobaczenia w szkole! – Dokończyłam ubieranie się, założyłam szalik w fioletowo-białe pasy i wyszłam.

Gdy dotarłam do szkoły, od razu po przebraniu się weszłam do pracowni Power Loadera. Siedziała już tam Hatsumei.

- Witaj, koleżanko! Utworzyłam kolejne cacko, zanim przyszłaś! – pokazała dłonią na coś, co przypominało sprzęt do poruszania się.

Podeszłam bliżej.

- Mogłabym poprosić o taśmę izolującą i śrubokręt? Widzę niedoróbkę, przez którą to może wybuchnąć. Wystaje kabel.

- Nie zauważyłam tego. Gdzie to? – Różowowłosa nachyliła mi się przez ramię. Wskazałam miejsce. – Nie spodziewałam się tutaj tego. Myślałam, że chowałam ten kabel do środka.

- No to widocznie musiałaś nie schować. – Hatsume podała mi śrubokręt i taśmę. Szybko okleiłam drut i schowałam go pod pokrywą. – Jak tam machina czasowa, którą zaczął Power Loader?

- Bardzo dobrze. Pokazać ci?

- A mogłabyś? Wolałabym, żeby to było stabilne, bo chciałabym przetestować jeszcze dzisiaj wieczorem.

- A co takiego się dzieje?

- Piętnaście lat temu w Yuuei odbywał się maskowy bal walentynkowy. Chciałabym zobaczyć naszych nauczycieli. Nie było na pewno Endeavora, ale jestem pewna, że Present Mic wyciągnął Eraserheada.

- O, a to ciekawe. Zamierzasz się przebierać?

- Chciałabym się przebrać za chłopaka, ale to chyba niemożliwe. Pójdę w mojej sukience, a maskę chyba też mam. Jeśli nie, to mam materiały na nią.

- To tutaj. – Hatsume pokazała dłonią na machinę. – Jak ci się podoba?

- Czekaj! Muszę sprawdzić, czy działa. Jeżeli nie wrócę przez pięć minut, to znaczy, że to jest zwyczajna pralka i się rozbiłam pomiędzy czasem i przestrzenią. Nie przeszkadza mi to, ale potem będę miała problem z poskładaniem czasu i przestrzeni.

Sprawdziłam podpięcie wszystkich kabli. Weszłam do środka i cofnęłam się w czasie o godzinę. Po wyjściu z machiny, za oknem było prawie ciemno. Przestawiłam ołówek na biurku i weszłam z powrotem do machiny. Wróciłam. Wyszłam z urządzenia.

- Nie byłaś nawet minuty tam! – Hatsume na mnie krzyknęła. – Na pewno przemieszczałaś się w czasie?

- Tak, byłam godzinę w tył. Przestawiłam ołówek.

- Gdzie?

- Tam, na biurku.

- Wczoraj leżał gdzie indziej.

- Powiedzieć ci coś? Mam deja vu przez ten ołówek… Rano poczułam takie coś, jakbym go przestawiała, godzinę temu. – przyznałam się.

- Ciekawe. I jak było?

- Całkiem stabilnie. Raczej machina będzie działała, cofając piętnaście lat w tył?

- Tak myślę. Ja to tylko ulepszyłam tutaj. Profesor opowiadał mi o tym, że utworzył ten sprzęt na zaliczenie dwadzieścia dwa lata temu. Podobno był w stanie przenieść się w przeszłość tylko do momentu pierwszego uruchomienia maszyny, a w przyszłość do dowolnego miejsca.

- Nie wiesz czasem, która jest godzina? – spytałam się różowowłosej. – Nie chcę się spóźnić na lekcje.

- Jest ósma piętnaście. Lekcje zaczynają się za dwadzieścia minut.

- W takim razie będę się zabierać. Muszę zmazać znowu to graffiti z mojej ławki, inaczej pani profesor Kayama zauważy, że dzieje się coś złego.

- Na pewno nie potrzebujesz pomocy? – zapytała się mnie Hatsume. 

- Jestem pewna. Jakbym potrzebowała, natychmiast powiedziałabym o tym nauczycielom.

- Pamiętaj, że nie możesz wszystkim pomóc, i że nawet najlepsi bohaterowie potrzebują pomocy.

- Okej. Zawijam się już stąd. Do zobaczenia o szesnastej.

- Do zobaczenia.

Wyszłam z pracowni Power Loadera. Wyciągnęłam chusteczki i wydmuchałam nos. Poszłam do swojej sali. Na ławce zaskakująco nie było żadnych napisów. Ciekawe, skąd to ich miłosierdzie. Czyżby znaleźli sobie nowy cel?

Do klasy wszedł Yutachin, brat Bokuto-senseia. Mruknął tylko powitanie i usiadł w ławce.

- Tobie też dzień dobry. – Zwróciłam się do niego.

Usiadłam na swoim miejscu.

Do klasy tuż po dzwonku weszła pani Kayama. (Eugh, jak bardzo nie pasuje jej nazwisko do tego, jaki strój bohaterski nosi.)

- Jak wiecie, albo jeszcze nie wiecie, wczoraj z naszej klasy zostały wydalone dwie uczennice, które zastraszały i prześladowały innych uczniów z naszej klasy. Na ich miejsce przybędą nowi uczniowie, którzy zaczną u nas naukę wraz z początkiem kolejnego roku szkolnego. Dzisiaj, mimo że są walentynki, lekcje będą odbywały się normalnie. 

Tak jak powiedziała Midnight, lekcje odbywały się normalnym torem.

W trakcie lekcji z Aizawą-senseiem zdarzyło się jednak coś, co zwykle się nie dzieje. Zadzwonił jego telefon i było słychać kobiecy głos. Osoba po drugiej stronie żartowała sobie, że Aizawa powinien zostać jej mężem. Po chwili nauczyciel się rozłączył i wrócił do lekcji.

Po zajęciach zostałam jeszcze na chwilę w klasie, by posprzątać. Potem poszłam do Hatsumei, by jeszcze raz przetestować machinę. Gdy okazało się, że jest sprawna, otworzyłam portal, który skopiowałam od Kurogiriego i przeniosłam się do swojego pokoju po sukienkę i po maskę. Poszłam też do [T.I]. Właśnie miała problem z zasunięciem sukienki. Podeszłam do niej i jej pomogłam.

Gdy [T.I] była już gotowa, otworzyłam portal do pracowni Power Loadera. Właśnie mijała godzina szesnasta.

Hatsume czekała na nas.

- Ślicznie wyglądacie! – skomplementowała nas.

- Dziękujemy. – Odpowiedziała [T.I].

- Ale ty, [I.P] -chan, mogłabyś się bardziej postarać z makijażem.

- Nie mam wcale makijażu! Niby kiedy miałabym go nałożyć? – Odpowiedziałam jej.

- Zaraz to naprawimy! – Hatsume poszła po kosmetyki i spróbowała mi dotknąć pędzlem twarzy. Uchylałam się przed nią.

- Umiem nakładać swoje rzeczy.

- Chyba mnie będzie nieco łatwiej… - [T.I] powiedziała do Hatsume.

- Obydwie sio z rękami od mojej twarzy! – Zwróciłam im uwagę i utworzyłam portal do pokoju, skąd wzięłam swoje kosmetyki. Szybko nałożyłam podkład i puder. Użyłam też ciemniejszych niż zwykle cieni do powiek oraz szminki w takim odcieniu fioletu, którego mogłaby mi pozazdrościć Midnight.

Odłożyłam kosmetyki do pokoju i wróciłam do pracowni Power Loadera.

- [I.P], zaraz uruchomię portal. Pamiętasz może dokładną datę?

- Czternasty lutego, piętnaście lat temu, o godzinie osiemnastej rozpoczął się bal i potrwał do dwudziestej drugiej. Przedłużyło się do dwudziestej drugiej piętnaście. Będziemy w stanie wejść w odpowiednim momencie, w trakcie testów nie wymazała mi się indywidualność, gdy cofnęłam się osiem lat do tyłu. – Podałam potrzebne informacje.

- To dobrze. – odpowiedziała mi Hatsume.

- O co chodzi? – spytała się mnie [T.I], poprawiając maskę i fryzurę. Rozpuściłam włosy, rozczesałam je, a gumkę schowałam w torebce.

- Cofniemy się zaraz w czasie do momentu, gdy będzie w szkole bal walentynkowy. Spotkasz Mica, który będzie w naszym wieku. Masz może przy sobie kamerę, czy mam zabrać telefon? – spytałam [T.I].

- Nie mam kamery.

- No to w takim razie telefon powinien wystarczyć.

- Zaprogramowałam już machinerię, wsiadajcie do środka. – powiedziała do nas Hatsume.

- Wsiądźmy może pojedynczo, nie chcemy się przez przypadek zamienić ciałami przez błąd w matrixie – zaproponowałam.

- Okej. To ja pierwsza. – odezwała się [T.I] i weszła do środka machiny.

Po chwili wsiadłam też ja.

- Do zobaczenia w ciągu trzech minut. Nie odchodź za daleko.

- Miłej podróży – Hatsume pomachała w moją stronę.

Znalazłyśmy się razem, ja i [T.I] w świecie, kiedy Aizawa-sensei był właśnie ciągnięty przez Presenta Mica na parkiet. Obydwaj mieli maski. Jeden z nich przypominał ptaka. Miał kolorowy garnitur i pasującą maskę. To był Yamada. Za to Eraserhead miał związane włosy, a jego garnitur był czarny.

- No, [T.I] teraz musisz złapać Presenta Mica. To ten w kolorowym garniturze, co przypomina papugę.

- Widzę go. – [T.I] odpowiedziała mi i niemal natychmiast podeszła do Mica.

Aizawa uwolnił się, ale podeszła do niego Midnight i poprosiła go do tańca. Sama ukrywałam się przed widokiem innych. Po chwili podszedł do mnie jednak ktoś, kto przypominał Iidę z klasy [T.I]. Ukłoniłam się, a ten poprosił mnie do tańca.

- Nie rozpoznaję cię. – Powiedział do mnie. Stawialiśmy razem kroki walca angielskiego.

- Powiedzmy, że przybyłam z daleka, a ty jesteś księciem ze sławnego rodu. Nie znam ciebie, ty też mnie nie znasz. Po tej nocy się już nigdy nie spotkamy, a jeżeli nawet, to znowu się nie rozpoznamy.

- Zgoda. – Granatowowłosy uśmiechnął się. – A mógłbym dostać twoje imię?

- Nie, ale mogę ci je powiedzieć. [I.P]. – uśmiechnęłam się. – A ty, jak masz na imię?

- Tensei.

- Miło mi cię w takim razie poznać. Masz piękne imię. Pasuje do ciebie. – uśmiech dalej gościł na mojej twarzy.

- Odejdźmy może stąd na chwilę. Nemuri za chwilę tutaj podejdzie, a ja niekoniecznie chcę z nią rozmawiać. – Tensei powiedział do mnie półgłosem.

Odeszliśmy dalej. Po chwili jednak przyszedł do nas Present Mic z [T.I].

- Witam. Jak tam zabawa na balu? – skłoniłam się.

- Świetnie! – Present Mic uśmiechnął się szeroko. – My się chyba nie znamy. – Blondyn spoglądnął w moją stronę. – Jestem Yamada, ale możesz mówić do mnie po imieniu, czyli Hizashi.

- Mam na imię [I.P]. Moje nazwisko jest teraz niepotrzebne, skoro raczej więcej nie spotkamy się po tym balu. – uśmiechnęłam się. - [T.I], a tobie jak mija czas?

- Bardzo mi się podoba. Dziękuję, że mnie zabrałaś.

- Ani słowa o tym później w szkole. – Pogroziłam jej palcem. - Jeśli o tym powiesz komukolwiek, możemy mieć kłopoty. 

- Okej! – pokazała mi kciuka w górę. – Mogłabyś proszę zrobić zdjęcie mi i Hizashiemu?

- Oczywiście! – Wyciągnęłam telefon, a oni ustawili się. Zrobiłam zdjęcie.

Podeszli do nas też Midnight (Nie mogłam się przemóc do mówienia o niej po jej nazwisku.) wraz z Aizawą.

- Hej! Jestem Nemuri, a to jest Shouta! Widzę, że znasz Hizashiego i Tenseia.

- Jestem [I.P], a to jest moja koleżanka z równoległej klasy – [T.I], Nemuri-senpai. – ukłoniłam się.

- Możemy zrobić sobie może razem wszyscy zdjęcie, znaczy… Ty je zrobisz, [I.P]? – Spytała się mnie [T.I].

- Zgadzam się. Ustawcie się wszyscy proszę. – uśmiechnęłam się do nich i machnęłam dłonią. Wszyscy stanęli na swoich miejscach, a ja zrobiłam im zdjęcie. Gran Torino chodził po sali, czasami tańczył.

Wszyscy bawili się dobrze, a nawet w pewnym momencie Present Mic pocałował [T.I] w policzek. Tensei w pewnym momencie odszedł ode mnie, a ja starałam się zrobić wartościowe zdjęcia. Hizashi i [T.I] tańczyli przez sporą część piosenek. W pewnym momencie wyszli razem z sali. Zerknęłam na zegarek. Wskazywał godzinę dwudziestą pierwszą.

Jeszcze tylko godzina. [T.I] dobrze się bawi. Może się poteleportuję i zobaczę, co się dzieje? To wygląda na dobry pomysł.

Podszedł do mnie Aizawa.

- Dobry wieczór. Nie mieliśmy kiedy porozmawiać. Nemuri męczy teraz Tenseia.

- Dobry wieczór! – Uśmiechnęłam się i odgarnęłam włosy z ramion. – Jak się ci podoba bal?

- Myślałem, że będzie gorzej, głośniej. Niespecjalnie lubię takie okazje.

- No to w takim razie jesteśmy bardziej podobni, niż wydawało mi się na początku. Najchętniej poszłabym sobie.

- Co ci przeszkadza w tym?

- Mam odprowadzić [T.I] bezpiecznie do domu. Co prawda nie ma zbyt dużego bałaganu na ulicach, ale nadal może się trafić złoczyńca. Niestety nie umiem wymazywać indywidualności zbirów. Robi się ciemno.

- Hej! Co tak ponuro tutaj! - Zaczepił nas Mic. – Uśmiechnijcie się!

- Zabrałeś mnie na imprezę dla par. – odpowiedział mu Eraserhead. – Nie mam powodów do zbytniej radości.

- Jak tam, [T.I]? podoba ci się bycie w parze z tym, w kim jesteś zakochana po uszy? – spytałam się jej, a ona się zarumieniła. – Jak się tańczy z wybrankiem twojego serca?

- Całkiem nieźle. Widzę, że ty też całkiem dobrze się dogadujesz tutaj z ludźmi. – Puściła mi oko.

- Może nie ze wszystkimi. Trochę boję się Nemuri-senpai. A ty? Też rozmawiasz z innymi? Ogólnie to złapałam kilka ładnych ujęć ciebie i Hizashiego. Pokażę ci po balu. Możliwe, że nawet wydrukuję i pokażę innym osobom z twojej klasy.

- Zgoda.

Mic i [T.I] odeszli ode mnie.

- Shouta-san, co sądzisz o pro-bohaterach?

- Uważam, że są potrzebni, bo bez nich zapanowałby chaos. Niestety spora część z nich działa tylko dla swojego zysku.

- Według mnie w niektórych miejscach ten system zaczyna się psuć i za pięć, dziesięć czy piętnaście lat na miejsce numer jeden może dojść niewłaściwa osoba. Masz może pomysł na swoją nazwę bohatera? – spytałam go.

- Niestety nie. A ty?

- Gdybym planowała zostanie pro, to bym chyba wybrała nazwę trzy-zero-trzy, od tego, jak działa moja indywidualność. To jest błąd informacji polegający na tym, że nie można jej odczytać, bo jest w trakcie przenoszenia. I tak właśnie działam. Mam przewagę informacji i blokuję ich przepływ dla przeciwnika. Ale nie jestem po żadnej stronie i raczej staram się sprawiać, żeby złoczyńcy sami się zgłaszali na policję, kiedy wchodzą mi w drogę. To dlatego, że nie jestem pro, a przepisy są bardzo ostre wobec tych, którzy używają indywidualności poza domem. 

- Ciekawe.

- A jak wygląda twoja indywidualność?

- Fizycznym znakiem, że jej używam, jest uniesienie włosów i zmiana koloru oczu na czerwony. Wymazuję indywidualność innych.

- Czyżby działało to na podstawie wzroku aż do czasu mrugnięcia?

- Zgadłaś. Hizashi podarował mi raz gogle, które umożliwiają mi wymazywanie indywidualności, żeby nikt nie widział, w którą stronę patrzę.

- To musi być dobry przyjaciel.

 - Jest. Tylko nie mogę mu tego powiedzieć, bo będzie zbyt pewny siebie.

- Dziękuję za rozmowę. Mogłabym sobie może zrobić z tobą zdjęcie?

- Tak.

Ustawiliśmy się do zdjęcia. Starałam się uśmiechnąć bardzo promiennie. Pomyślałam o podłożeniu tych wszystkich zdjęć na biurka nauczycieli.

- Dziękuję. Teraz wrócę na chwilę do Tenseia. Życzę dobrej zabawy. Możliwe, że już po balu się więcej nie spotkamy, więc życzę dobranoc.

- Miłej zabawy. Dobranoc.

Odeszłam od Aizawy. Podeszłam do Tenseia.

- I znowu wracam do ciebie, mój książę.

Granatowowłosy uśmiechnął się.

- Mogłabym może zrobić sobie z tobą zdjęcie? Proszę, to ważne.

- No… Tak, tak mi się zdaje.

- Ustawmy się może.

Zrobiłam nam zdjęcie.

- Jak sobie przypomnę, to przekażę ci to zdjęcie.

- Nie zapomnij!

Spojrzałam na zegarek. Dwudziesta pierwsza czterdzieści pięć. Podbiegłam w stronę Nemuri.

- Nemuri-senpai, mogłabym proszę zrobić sobie z tobą zdjęcie? To ważne! Później prześlę te zdjęcia, jak będę pamiętać!

- Oczywiście.

Ustawiłyśmy się. Zrobiłam szybko zdjęcie. Wyszło rozmazane. Ustawiłyśmy się znowu, jednak tym razem zdjęcie się udało. Poszłam poszukać [T.I], która dalej chodziła z Micem.

Złapałam ich na fotografii, gdy Mic objął [T.I] ramieniem i nachylił się, by coś jej szepnąć do ucha.

- Hizashi, mogłabym może zrobić sobie sama z tobą zdjęcie! To ważne. Jak sobie przypomnę, to wyślę te wszystkie zdjęcia.

- O-kej! Ustawmy się!

Szybko zrobiłam serię zdjęć.

- Moglibyście jeszcze wy stanąć obok siebie? – spytałam Presenta Mica i [T.I] – Bardzo ładnie razem wyglądacie. Mam trochę waszych zdjęć, ale nadal mam wrażenie, że jest ich za mało, a za niedługo się kończy bal i musimy wracać.

- Tak, nie będzie to raczej problemem.

Na zdjęciu Mic pocałował zarumienioną [T.I] w policzek. Na innym zdjęciu objął ją ramieniem. Po kilku zrobionych zdjęciach sprawdziłam godzinę. Były dwie minuty do dwudziestej drugiej.

- Wybacz, Hizashi. Niestety chyba nigdy więcej się nie zobaczymy.  – zwróciłam się do blondyna. – Pożegnajcie się lepiej, bo się nie zobaczycie zbyt prędko. Biedni zakochani rozdzieleni przez czas.

- Zamknij się! – [T.I] wrzasnęła na mnie.

- Jest prawie dwudziesta druga. Czas na nas. Dobranoc, Hizashi! – pożegnałam się z Micem.

- Dobranoc, [T.I], [I.P]!

Poszłam z [T.I] do łazienki, gdzie otworzyłam teleport do pracowni Power Loadera.

- Wchodź szybko do machiny! – nakazałam [T.I].

Sama ustawiłam datę: czternasty lutego 2xxx roku, godzina szesnasta piętnaście.

[T.I] przeniosła się w czasie do przyszłości, a ja zmieniłam ustawienie o jedną minutę później i też weszłam do machiny. Mrugnęłam oczami i znalazłam się w maszynie z aktualnego czasu.

- Hej Hatsume, jak tam herbata? – spytałam się, uchylając drzwi.

- Gorąca, stygnie. Nie było was przez trzy minuty. Pomóc z czymś?

- Masz może coś do zmycia makijażu? – [T.I] spytała Hatsume.

- Tak! Zaraz wam przyniosę. Coś jeszcze?

- Mogę skorzystać z twojej drukarki? Mam parę ciekawych zdjęć.

- Oczywiście.

Podpięłam telefon do laptopa Hatsume i zrzuciłam zdjęcia, po czym wydrukowałam je.

- [T.I], skopałam. Nie dałam dzisiaj jeszcze nikomu czekoladek, ale chyba to nie jest nic złego. Dam jedno opakowanie Tenyi, żeby przekazał swojemu bratu.

- To dobry pomysł, zwłaszcza, że zatańczyłaś z nim dzisiaj, znaczy piętnaście lat temu.

- Nikomu o tym nie mów. Dzisiaj muszę przekazać zdjęcia. Jeszcze się wymknę po czekoladę i przygotuję czekoladki chyba dla nauczycieli, którzy z nami tańczyli. Zwłaszcza dla Mica by się przydały, żebyś dała.

- Okej.

Teleportowałam się do szatni po kurtkę, po czym do pokoju. Przebrałam w luźne ubrania, wzięłam portfel z pieniędzmi na czekoladę. Pobiegłam do sklepu, by nauczyciele mnie nie widzieli. Cały czas miałam swoją kartę, by móc wejść do Yuuei.

W sklepie kupiłam kilka tabliczek czekolady. Po zakupie potrzebnych rzeczy weszłam w miejsce, gdzie nikt nie widział i teleportowałam się do pokoju. Zostawiłam czekoladę i przemieściłam się do pracowni Power Loadera. Zmyłam makijaż i napisałam krótkie liściki dla tych, którym miałam przekazać czekoladki.

Związałam włosy w kucyka.

Hatsume piła właśnie herbatę.

- Ciekawe te zdjęcia. Gdyby nauczyciele byli w naszym wieku, nie bałabym się z nimi umówić. – różowowłosa nachyliła się nad klawiaturą.

- Wiem o tym. Ale Present Mic jest najlepszy, nie? – [T.I] spytała Hatsume z rozmarzonym wyrazem twarzy.

Włączyłam drukarkę i wydrukowałam wszystkie udane zdjęcia. Wszystkie, na których Present Mic w jakiś sposób był widoczny razem z [T.I] drukowałam po trzy razy.

Po wydrukowaniu wszystkiego, odpięłam telefon i zabrałam ze sobą ubrania do pokoju. Potem wróciłam po [T.I] i zabrałam ją do jej pokoju. Przygotowałam czekoladki dla wszystkich, którym chciałam je przekazać. Zrobiłam dodatkowe dla braci Iida, Presenta Mica, Eraserheada, Sato, Sero, Ojiro, Shoujiego, Koudy i Tokoyamiego. Do czekoladek dla tego ostatniego włożyłam kawałki jabłek.

Czekoladki dla Presenta Mica dałam do przekazania dla [T.I], a sama podrzuciłam zdjęcia. Eraserhead otrzymał czekoladki i zdjęcia wprost na swoje biurko, po czym zaczęłam dalej chodzić po pokojach chłopaków i rozdawać im czekoladki. Najpierw poszłam do Sero i Sato, potem piętro niżej, do Shoujiego i Katska. Na trzecim piętrze przekazałam czekoladki najpierw Ojiro i Koudzie, a potem Iidzie, któremu dałam dwa pudełka. Jedno z czekoladą dla jego brata, a drugie – dla niego samego. Wyglądał na niezwykle szczęśliwego i pokazał mi, że czekoladki od Tsu miały kształt żabek i serduszek. Skuliłam się, bo Iida mówił bardzo głośno.

Po wizycie u Iidy poszłam na swoje piętro, tyle że do części męskiej. Przekazałam wszystkim czekoladki, zaczynając od Tokoyamiego, przez Aoyamę i Izuku, kończąc na Hitoshim. Potem poszłam zanieść opakowanie mniej udanych dla [T.I], jednak jej nie było, bo poszła zanieść czekoladki Presentowi Micowi.

Dzień był udany. Miesiąc później otrzymałam listy od chłopaków i od Tenseia, które czytałam wiele razy.

Jak się okazało, Present Mic nie zapomniał o osobie, z którą tańczył w parze. Nie spodziewał się jednak, że to była jego uczennica, która przybyła z przyszłości.

Aizawa następnego ranka po walentynkach zachowywał się inaczej, oczywiście zdaniem klasy A. Podobno uśmiechał się częściej i patrzył na jakieś zdjęcie. Myślę, że był jednak po prostu zmęczony i przez to był sentymentalny. Nic jednak nigdy nie wiadomo. Może to było jego zdjęcie, które zrobiłam i podrzuciłam razem z czekoladą? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz